Gdy zdecydujemy się już na emigrację do Hiszpanii jedną z pierwszych decyzji będzie wybór miasta docelowego. Często sytuacja uwarunkowana jest tym, że gdzieś czeka na nas rodzina lub znajomi, którzy pomogą w asymilacji i to od nich uzależniamy nasz wybór. Co jednak wybrać gdy jedziemy zupełnie „w ciemno”?

W przypadku każdego z miast znajdzie się wiele za i przeciw. Jest to także w dużej mierze kwestia indywidualnych upodobań. Jedni lubią zatłoczone stołeczne centrum, inni jak w domu poczują się dopiero w nadmorskim miasteczku.

Pozwoliłem sobie dokonać porównania i ewaluacji hiszpańskich miast, aby przedstawić proces myślowy, który doprowadził nas do decyzji o przeprowadzce do Barcelony. Oraz aby każdy kto planuje wyjazd w tym kierunku mógł również we własnym zakresie przeanalizować sobie poniższe informacje.

Ranking bierze pod uwagę różne elementy. W każdym z nich przyznając poszczególnym miastom od 0 do 5 punktów. Jest on oparty na potwierdzonych informacjach, jednak „doprawiony” moimi subiektywnymi odczuciami. Przemyślenia w nim zawarte mogą więc różnić się z Waszym postrzeganiem sytuacji. Na pewno możecie jednak na jego podstawie zapoznać się z „suchymi” faktami, które pomogą Wam dokonać przemyślanego wyboru.

Runda nr 1: Wielkość ma znaczenie. Dla mnie podstawowa kwestia to wielkość miasta. Bowiem wiąże się z nią masa dość oczywistych rzeczy, które w zdecydowanej większości ułatwiają życie na emigracji. Liczba lotnisk, liczba miejsc pracy, poziom rozwoju komunikacji miejskiej itp. Pewnie znajdą się ludzie, którzy nie lubią dużych miast i woleliby zamieszkać na ich obrzeżach czy też na prowincji. Nie ma w tym absolutnie nic złego, natomiast w przypadku emigracji „w ciemno” raczej nie ułatwia to szybkiego znalezienia pracy i ustabilizowania swojej sytuacji. Karolina i ja pochodzimy z dużego miasta tak więc przeprowadzka do miejsca w granicach 0.5 – 1.5mln liczby mieszkańców byłaby dla nas najbardziej optymalna. W związku z tym, poza przyznawaniem punktów, runda ta ogranicza nam również liczbę miast branych pod uwagę wyłącznie do tych powyżej 0.5mln. Jest ich sześć:

wielkosc miast

Z danymi odnośnie liczby mieszkańców miast jest trochę ciężko. Każda strona co innego kwalifikuje jako ich granice, w związku z czym dane mogą się różnić w zależności od źródła. Na pewno bez problemu znajdziecie takie, które przypiszą Valencii ponad  milion mieszkańców, a Barcelonę i Madryt zakwalifikują do metropolii z 3-4 mln ludzi. Dane których tutaj użyłem pochodzą ze strony http://www.citymayors.com i załóżmy, że są  względnie wiarygodne i poprawne. 😉

Jak więc z punktami? Dla mnie idealne było by miasto liczące około miliona. Wyjdę tutaj więc z założenia, że Barcelona, Valencia i Sevilla wstrzeliwują się najbliżej tego kryterium. Malaga i Saragossa natomiast są już nieco za małe, a Madryt za to mógłby swoim stołecznym charakterem przytłaczać.

wielkosc

Runda nr 2: Czy jest tam woda? Zakładam, że w kranie i na sklepowej półce wodę znajdziemy w każdym z miast. Ale plażę? Już niekoniecznie. Nie jesteśmy w średniowieczu i dostęp do morza nie jest co prawda jednym z kluczowych aspektów definiujących dobrobyt i rozwój miasta. Niemniej jednak życie w Hiszpanii i brak dostępu do morza/oceanu brzmi dla mnie dziwnie. Tak, zdaję sobie sprawę, że w życiu codziennym nie będzie tyle czasu hasać na plażę co podczas wakacji. Być może życie nad wodą stanie się odczuwalne w marginalny sposób. Niemniej, funkcjonowanie w klimacie śródziemnomorskim i brak zbiornika wodnego nie brzmi zbyt kusząco. Myślę, że wielu ludzi z takim poglądem się zgodzi. Jeżeli nie, proponuję ominąć tą kategorię uznając ją, za „widzi mi się”. 😉

Ostro w punktacji po plecach dostaje Madryt i Saragossa. Ten pierwszy oddalony od wody na jakieś 400, a drugi na 200km. Nieco lepiej ma się Sevilla, z której do najbliższej plaży mamy jakieś 80km.

woda

Runda nr 3: Praca i pieniądze. Czyli warunki ekonomiczne w Hiszpanii. Daleko mi do eksperta, jednak trochę na ten temat się nasłuchałem i naczytałem. Jest to dziedzina na tyle szeroka, że rundę tę trzeba potraktować nieco po macoszemu wiele rzeczy upraszczając i generalizując. Ale spróbujmy:

Na chwilę obecną, przy panującym od lat kryzysie hiszpańskiego rynku, wiele źródeł jednogłośnie wskazuje Katalonię jako najlepiej radzący sobie region.

Wydaje mi się, że pełną pulę punktową należałoby przyznać również Madrytowi. Stolica to stolica, biznes na pewno się tam kręci. Znalazłem źródła piszące, że życie w Madrycie jest dwa razy droższe niż w Barcelonie. Znalazłem też takie, które pisały na odwrót… Wyciągnijmy więc z tego przygnębiający wniosek, że… w obu tych miastach jest drogo. Niemniej dla mnie priorytetem i głównym wyznacznikiem w tej kategorii jest łatwość w znalezieniu wartościowej pracy. A te dwa wielkie ośrodki na pewno nam dają na to największą szansę. A jak znajdzie się dobra praca to koszty, takie czy inne, zejdą na drugi plan.

Doczytałem się również opinii odnośnie tego, że sytuacja ekonomiczna w Andaluzji wygląda słabo na tle innych regionów (bezrobocie ponoć szybuje w Maladze). Tak więc Malaga oraz Sevilla otrzymają po minusiku.

Wszystkie te opinie i rzekomo potwierdzone statystyki są na tyle niejednoznaczne i wynikające z subiektywnych doświadczeń i różnych punktów widzenia, że ciężko tutaj cokolwiek jednoznacznie wyrokować.

Niestety, generalnie jednak wszyscy zgodnie piszą, że kryzys w Hiszpanii hula i ma się dobrze. Może nie tak dobrze jak kilka lat temu, jednak ciężko wyrokować jak sytuacja się rozwinie i czy w najbliższym czasie znacząco poprawi. Dla mnie jest to jednak kolejnym powodem, aby zwrócić swój wzrok ku największym ośrodkom miejskim.

Widziałbym to więc tak:

ekonomia

Runda nr 4: Żar i gorąc. W Hiszpanii jest ciepło (duh!). Kwestia subiektywna, jednak dla mnie (w niektórych miejscach) wręcz za ciepło. Niektórzy kochają słońce na tyle, że świetnie odnajdują się w 40-stopniowych upałach. Niektórym za to, wyjazd w jakikolwiek zakątek Hiszpanii nie przejdzie przez myśl, bo wolą klimaty rodem z igloo. Ja słońce lubię, jednak obawiam się, że mimo tego w Hiszpanii lato nie będzie moją ulubioną porą roku.

Czy klimat w różnych regionach Hiszpanii jest jednak aż na tyle różnorodny, aby można różnicować tutaj zdobycz punktową? Tak, choć tylko w niewielkim stopniu. Ja subiektywnie decyduję się na zmniejszenie puli dla miast andaluzyjskich – Sevilli i Malagi. Jest to bowiem zdecydowanie najgorętsze miejsce w Hiszpanii (poza  Kanarami, ale one się nie bawią). Byłem w obu tych miastach w kwietniu i już wtedy żar dawał się we znaki. Sezonu letniego wolę sobie nawet nie wyobrażać.

Można by również dorzucić naciąganą teorię, że klimat w Madrycie i Saragossie, z racji położenia w głębi kraju, jest bardziej surowy. Na ile jest to odczuwalne w życiu codziennym? Nie wiem. Ale po punkciku utnę, tak dla zasady.

klimat

Runda nr 5: Dolecę czy nie dolecę? Czyli transport lotniczy. Punkt ten rozwinięty szerzej wraz z głębszą analizą tutaj. Bez ponownego rozpisywania się skopiuję więc jedynie dwie wymowne tabelki.

loty tabelka3

tabelka loty PLESP

Zdecydowanie najlepiej wygląda to w Barcelonie. Nieco gorzej w Valencii (zakładając, że Alicante nie leży od niej aż tak daleko). W innych miejscach dochodzimy niestety do sytuacji, gdzie to linie lotnicze dyktują nam kiedy i za ile możemy polecieć, a my nie mamy wiele manewrów do wykonania aby zbić cenę czy ułatwić komfort podróży. Najgorzej sprawa ma się w Saragossie, w przypadku której aby załapać bezpośredni lot do Polski czekałaby nas podróż do Barcelony, Madrytu lub Valencii. Wszędzie przeszło 300km. Punkty więc rozdzielić w tej kategorii dość łatwo:

transport lotniczy

And the winner is… Można by brnąć dalej i doszukać się jeszcze kilku innych kategorii definiujących atrakcyjność kierunków emigracyjnych w Hiszpanii. Jednak po 5 rundach punktacja stała się już na tyle klarowna, że chyba można przejść do podsumowania i wyciągnięcia wniosków. Subiektywnie, moim okiem, poza wszelką konkurencję uciekła Barcelona i Valencia.

podsumowanie

Nie dziwi mnie to, punktacja w tabeli powyżej pokrywa się dość mocno z wnioskami, które zawsze podczas przemyśleń na ten temat wcześniej wyciągałem. Najlepszym kierunkiem emigracyjnym jest Barcelona. Drugim, niewiele gorszym i także bardzo atrakcyjnym Valencia. Tak naprawdę, gdybym miał podążać za intuicją to miałbym między tymi dwoma miastami bardzo duży dylemat. Względy praktyczne w moim konkretnym przypadku wskazują jednak wyraźnie na Katalonię. Przynajmniej na start.

Bardzo chętnie przeczytam na ile mocno nie zgadzacie się z powyższymi przemyśleniami i punktacją oraz jakie swoją za tym powody. Być może tak niska punktacja Madrytu wynika z mojego bardzo ograniczonego doświadczenia i wiedzy na temat tego miasta? I mieszkając tam na co dzień jesteście w stanie udowodnić mi, że jest to dużo atrakcyjniejszy kierunek niż mi się wydaje? Dajcie znać!

Ja tymczasem wracam do przygotowań do wylotu. Do Barcelony, która mam nadzieję sprosta wysokim wymaganym ukazanym w tym rankingu i okaże się świetnym wyborem. 🙂

Adijos muczaczos!

Tomek

 

2 myśli na temat “Emigracja do Hiszpanii: Ranking miast

  1. Odniosę się do dwóch pierwszych stopni podium 🙂 Barcelona to wprawdzie morze możliwości, ale język kataloński niczego nie ułatwia osobie, która zna tylko hiszpański, więc na start może być ciężko dostać pracę, która nie byłaby pracą sezonową przy barze. W Walencji sytuacja jest nieco podobna, bo mamy język regionalny valenciano, ale nie jest on tak bardzo wymagany, jak w przypadku katalońskiego. Dodatkowo kolejna kwestia – bezpieczeństwo. W Barcelonie człowiek nie czuje się zbyt bezpiecznie, generalnie pomieszkując tam kilka miesięcy masz praktycznie gwarancję, że zostaniesz okradziony lub ktoś spróbuje Ci coś ukraść – w historiach znajomych pojawiają się akcje z nożem i tym podobne. Wprawdzie latałam po nocy po Barcelonie z wielką walizką wśród podejrzanie wyglądających osób, bo nie miałam innego wyjścia, ale sądzę dzisiaj, że nieco kusiłam wtedy los. W Walencji natomiast przez pięć lat mojego życia nie spotkała mnie żadna przykrość, a chodzenie wieczorem było czystą przyjemnością. Dodatkowo, czysto subiektywny punkt widzenia, Barcelona jest nieco zbyt zatłoczona turystami, tego na dłuższą metę, żyjąc tam i funkcjonując jak przeciętny mieszkaniec nie da się wytrzymać. Z Walencji podczas Fallas też zjeżdża całe mnóstwo ludzi, a mieszkańcy na ten moment planują urlopy jak najdalej od centrum miasta. Wprawdzie nie mieszkałam w Barcelonie na dłużej, ale w Walencji spędziłam pięć wspaniałych lat i trudno mi wyobrazić sobie lepsze miejsce do mieszkania – szkoda tylko, że nostalgia z Polską w pewnym momencie mnie dopadła i wróciłam 🙂

    Polubione przez 1 osoba

    1. Cześć Milena, bardzo dziękuję za tak merytoryczny i wyczerpujący komentarz. 🙂 Zgadzam się z Tobą, że oba aspekty które tutaj poruszyłaś są bardzo istotne. Sam się sobie dziwię, że pisząc ranking nie wspomniałem o językach, bo rzeczywiście Kataloński w Barcelonie znacząco wpływa (niestety na minus) na możliwości jakie mają w tym mieście emigranci zarobkowi. Wydaje mi się, że podświadomie staram się skupiać na samych pozytywach i trzymać moje myśli z dala od potencjalnych problemów, które możemy w Barcelonie napotkać. Dlatego w tym rankingu tak ją „napompowałem” i problem z Katalońskim mu umknął. 😉

      Słyszałem już o tym od kilku osób, że jego znajomość jest bardzo istotna. Wierze jednak, że jakoś sobie bez niego poradzimy, większość ogłoszeń pracy, które dotąd przeglądałem wspominały o znajomości „Hiszpańskiego LUB Katalońskiego”. Znalazłem też miejsca pracy o międzynarodowym charakterze, gdzie pierwszym językiem jest angielski. Mam więc nadzieję, że akurat w tych branżach w które celujemy Kataloński nie stanie na drodze i nie będzie „być albo nie być”.

      Co do bezpieczeństwa – jasne, im większe i bardziej turystyczne miasto tym większe prawdopodobieństwo osób nastawionych na kradzież. Na pewno trzeba być ostrożnym.

      I co do Valencii jeszcze – tak jak wspomniałem gdzieś w poście, mi też serce podpowiada, że Valencia byłaby idealnym wyborem i byłaby fajniejszym miejscem do życia niż Barcelona ze wzgledu na aspekty, o których wspomniałaś. 100% racji. Niemniej jednak jeżeli chodzi o znalezienie pracy to Barcelona oferuje chyba dużo lepsze możliwości. Szczególnie w naszej branży, obaj przez ostatnie lata pracowaliśmy w hotelach i z racji doświadczenia na tym polu to właśnie o pracę w hotelach będziemy się na początku ubiegać. I w tym konkretnym wypadku jeżeli spojrzymy na liczbę i jakość pracodawców Barcelona jest prawdziwym ‚El Dorado’. Niemniej, gdybym miał pełną dowolność i wybór, gdyby czekała na nas na miejscu praca, to równiż wybralibyśmy Valencię.
      Jeszcze raz dzięki za podzielenie się Twoim punktem widzenia, pozdrawiam!

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s